Prąd stały / Prąd zmienny od Lao Che



Kijak_0094 Magda Kotowska (14.03.2010 12:18)


Nowa płyta Lao Che jest wyjątkowo spięta – więcej w niej undergroundowego absurdu niż paraliżującej warstwy muzycznej. O ile antyszantowy debiut lidera kapeli brzmi w tej eksperymentalnej konwencji świetnie, o tyle w wydaniu Lao Che taki surrealizm tekstów budzi mieszane uczucia.

Ma się wrażenie, że to inteligentne dziwactwo werbalno-dźwiękowe sięgnęło zenitu, a rzeka metafor wylewa się już z brzegów, co grozi potopem, a w dalszej kolejności hydropiekłowstąpieniem. Czy to oznacza, że poprzednia płyta była proroctwem?

Rzeczywiście bliżej nowemu krążkowi pt. Prąd stały / Prąd zmienny do piekła niż do aureoli świętości, ale przekaz jest trudniejszy i mniej kuszący jak na moce Lucyfera. Niezmiennie sporo na płycie abstrakcji, także muzycznej – wyraźnie słychać psychodeliczną elektronikę. Trudniej jednak o tzw. hit. Energią chwyta „Krzywousty”, a dźwiękiem i tekstem skutecznie oddziałuje kawałek o przewrotnym tytule „Magistrze Pigularzu”. Z kolei „Czas” przypomina poprzednią płytę i pewnie dlatego przoduje na radiowych listach przebojów. W zasadzie każdy z utworów da się lubić i im dłużej płynie się z prądem, tym bardziej wnika się w ten alternatywny nurt.

Perełką – ciekawostką jest kawałek „Sam O’Ttnosc” – nie dość, że metaforyczny i przyjemny dźwiękowo, to jeszcze satyrycznie mistyczny. Całość zamyka „Zima stulecia”, w której Spięty popowo bawi się wokalem. I na tym płyta się kończy, a „słońce zdycha”.

Myślę sobie, że świetnie brzmiałby ten krążek w wersji live, bo na koncerty nadaje się idealnie. Do słuchania w zaciszu własnego ogródka już trochę mniej, ale i tak trzyma poziom. Czarne kowboje polskiego undergroundu ostatecznie nie zawiedli.

Lao Che "PS/PZ"
Antena Krzyku/Open Sources 2010

Komentuj